Michael O’Brien, Socialist Party Ireland
Miesiące piractwa na Karaibach, podczas których siły USA zatopiły 20 małych wenezuelskich jednostek pływających, a w ich wyniku zamordowano dziesiątki członków załóg, a także pościg i zajmowanie tankowców z ropą, okazały się w ciągu ostatnich 48 godzin jedynie preludium do przestępczej próby zmiany reżimu podjętej przez administrację Trumpa.
Dalekie od „chirurgicznego uderzenia”, bombardowania objęły cele takie jak cywilny port i lotnisko; według doniesień liczba ofiar śmiertelnych w chwili pisania tych słów wynosiła 40. The New York Times informuje, że nagroda w wysokości 50 milionów dolarów wyznaczona za głowę Maduro przyczyniła się do tego, że elementy z wnętrza administracji Maduro przekazywały CIA informacje wywiadowcze o jego przemieszczaniu się, ułatwiając jego oraz jego żony uprowadzenie. Sprzeciwiamy się temu kolonialnemu atakowi i domagamy się natychmiastowego uwolnienia Maduro i Cilii Flores.
Imperialistyczne kłamstwa
Oskarżenie, jakoby Maduro był odpowiedzialny za eksport narkotyków do USA, jest lichą zasłoną dymną, która nie zasługuje na odrobinę wiarygodności. Wenezuela w żadnym razie nie jest znaczącym graczem w produkcji i dystrybucji fentanylu — nie bardziej niż Kanada, która wcześniej w tym roku padła ofiarą podobnych oskarżeń jako preludium do nałożenia ceł. Wystarczy zestawić to z niedawnym ułaskawieniem przez Trumpa i zwolnieniem z więzienia byłego prezydenta Hondurasu Juana Orlando Hernándeza, osoby, która bezpośrednio czerpała zyski z handlu narkotykami.
Prawdziwe motywy amerykańskiego imperializmu widać jak na dłoni w opublikowanej w zeszłym miesiącu Narodowej Strategii Bezpieczeństwa, która wzywa do odrodzenia Doktryny Monroe’a oraz zapobiegania temu, by rywale — w szczególności Chiny — nabywali i pogłębiali swoje interesy gospodarcze na półkuli zachodniej. Doktryna Monroe’a nawiązuje do deklaracji z 1823 r. ówczesnego prezydenta USA, która w praktyce zastrzegała prawo Stanów Zjednoczonych — i tylko Stanów Zjednoczonych — do podporządkowania całej Ameryki Łacińskiej i Karaibów interesom USA.
Przez większą część okresu po II wojnie światowej kolejne administracje USA kładły publiczny nacisk na to, żeby stosunki międzynarodowe były regulowane przez „porządek oparty na zasadach”, za pośrednictwem takich instytucji jak ONZ, Bank Światowy, Międzynarodowy Fundusz Walutowy czy Światowa Organizacja Handlu. Oczywiście była to fikcja. Od Wietnamu po Chile nie unikano użycia siły militarnej ani niedemokratycznych zamachów stanu, gdy USA dostrzegały bezpośrednie zagrożenia dla swoich interesów. Jednak nawet przy zbrodniczej inwazji na Irak w 2003 r. mieliśmy do czynienia z farsą polegającą na tym, że administracja Busha najpierw przedstawiała swoją sprawę na forum ONZ.
„Podwórko” amerykańskiego imperializmu
Niedawno opublikowana Narodowa Strategia Bezpieczeństwa wprost dąży do zerwania z wszelkimi pozorami podejścia wielostronnego na rzecz nieupiększonego twierdzenia, że imperialna potęga USA stanowi prawo. Bombardowania w Nigerii, wcześniejsze ataki w Iranie oraz uporczywe roszczenia wobec Grenlandii należy postrzegać w tym właśnie świetle. „Porządek oparty na zasadach” odchodzi do lamusa, a na jego miejsce wchodzi Dziki Zachód.
Amerykańskie sankcje gospodarcze wobec Wenezueli sięgają administracji Obamy i zostały dodatkowo zaostrzone podczas pierwszej kadencji Trumpa. Od 2014 r. do pandemii COVID PKB Wenezueli spadł o 75%. Płace zostały zduszone, a usługi publiczne — znacznie rozszerzone za czasów Hugo Cháveza — są dziś jedynie cieniem dawnej świetności. Liczba ludności kraju zmniejszyła się z 28 milionów do 20 milionów, głównie na skutek masowej migracji do innych państw Ameryki Południowej.
W kontekście tej gospodarczej blokady Wenezueli, podobnie jak znaczna część Ameryki Łacińskiej, kraj ten rozwinął więzi z Chinami. Chińska państwowa spółka naftowa uruchomiła swoją pierwszą platformę wiertniczą w Wenezueli we wrześniu ubiegłego roku. Chiny udzieliły Wenezueli pożyczek przekraczających 50 mld euro, a Wenezuela kupuje uzbrojenie od Chin. Interwencja USA w Wenezueli ma na celu zakłócenie interesów państwa chińskiego tutaj i w całej Ameryce Łacińskiej oraz — w przypadku Wenezueli — ustawienie amerykańskich koncernów naftowych w pozycji beneficjentów szacowanych 300 miliardów baryłek niewydobytej ropy, czyli około 20% światowych rezerw.
Nagroda 50 milionów dolarów
Opozycja Partii Demokratycznej w USA oraz europejscy przywódcy, w tym Taoiseach, o ile w ogóle przedstawili jakąkolwiek jawną lub dorozumianą krytykę Trumpa, ograniczyli się do zarzutów proceduralnych, bez odniesienia do Izby Reprezentantów USA czy ONZ.
Biorąc pod uwagę linie komunikacji między elementami reżimu Maduro a CIA, nie jest jeszcze przesądzone, że María Corina Machado — postać opozycji, ostatnio wspierana przez Zachód — może zostać zainstalowana u władzy. Wymuszenie całkowitego „czyszczenia” administracji Maduro przy braku krajowej alternatywy zdolnej przejąć stery oznaczałoby, że osiągnięcie tego celu wymagałoby znacznej obecności wojskowej USA na miejscu, co wywołałoby sprzeciw w samych Stanach Zjednoczonych, także wewnątrz obozu MAGA. Wstępne sygnały wskazują, że administracja Trumpa najpierw spróbuje siłowo skłonić obecną władzę do zaakceptowania pożądanych zmian — w szczególności dostępu USA do rezerw ropy — ze szkodą dla jej głównego globalnego rywala, chińskiego imperializmu.
Lewicowa opozycja w samej Wenezueli trafnie opisuje reżim Maduro jako skorumpowany i autorytarny. Nie posiada on żadnych cech swojego poprzednika, Hugo Cháveza, który — mimo że nigdy nie zakwestionował zdecydowanie ani nie zerwał z kapitalizmem w Wenezueli — zapisał się okresem trwałych polityk redystrybucyjnych, które realnie poprawiły życie klasy pracującej, ubogich i ludów rdzennych. Te popularne reformy tłumaczą decydującą mobilizację wenezuelskich mas przeciwko nieudanemu zamachowi stanu z 2002 r. oraz lokautowi pracodawców w 2003 r.
Rząd Maduro
Z tej analizy Maduro nie wynika jednak, że można udzielić jakiegokolwiek wsparcia imperialistycznej agresji USA ani prawicowej opozycji w kraju. Gdyby dawne elity po raz pierwszy od wyboru Cháveza w 1999 r. odzyskały władzę i następnie wiernie służyły interesom naftowym USA, zapoczątkowałoby to jeszcze gorszy okres ubóstwa, rasizmu i represji.
Klasa pracująca w Wenezueli i Ameryce Łacińskiej musi niezależnie się organizować i aktywnie sprzeciwiać się imperialistycznej agresji USA na miejscu oraz apelować o wsparcie do ludzi pracy na całym świecie, w tym do klasy pracującej w samych Stanach Zjednoczonych. Międzynarodowy ruch solidarności z Palestyną stanowi trwały przykład nastrojów, które można uruchomić — w tym masowych mobilizacji ulicznych i możliwych działań przemysłowych, takich jak dwa strajki generalne, które widzieliśmy we Włoszech w październiku ubiegłego roku.
Stulecia kolonialnych podbojów i imperialistycznej dominacji przyniosły masom Ameryki Łacińskiej wyłącznie nędzę. Nowa kolonialna awantura Trumpa w Wenezueli to kolejny rozdział tej przerażającej historii — klasa pracująca, ubodzy i uciskani muszą zbudować ogólnokontynentalny ruch rewolucyjny, który zerwie duszący uścisk imperialistycznej i kapitalistycznej dominacji oraz wyzysku. Nie może być półrewolucji; cały system musi odejść. To gorzka lekcja licznych walk o zmiany socjalistyczne w tym regionie.
