Pierwsze wydanie „Z frontu walk klasowych” pokazuje porażającą prawdę: niezależnie od branży, prezesi, rząd i państwowa biurokracja realizują tę samą, świadomą politykę drastycznego pogarszania warunków pracy oraz deptania praw pracowniczych i związkowych. Co więcej, gdy tylko napotykają opór, uciekają się do tych samych brudnych sztuczek, by łamać naszą solidarność i przerzucać koszty kryzysu na nasze barki. Jednak pracownicy nie zamierzają się poddać.
Walka o podwyżki w Dino: Związkowa ofensywa przeciwko dyktatowi miliardera
W Krotoszynie zakończyło się trzydniowe protestacyjne miasteczko namiotowe zorganizowane pod centralą sieci handlowej Dino przez Konfederację Pracy. Była to odpowiedź na skandaliczny sabotaż ze strony zarządu, który próbuje sparaliżować demokratyczne procedury pracownicze. Kiedy załoga odrzuciła jałmużnę w postaci 300 złotych „podwyżki”, zarząd z Krotoszyna uciekał się do prawnych sztuczek, aby uniemożliwić związkowi zorganizowanie referendum strajkowego. Związkowa determinacja obnaża jednak głębokie patologie, które dotąd próbowano ukrywać przed opinią publiczną.
Potwierdzają to porażające ustalenia Państwowej Inspekcji Pracy, która podczas trwających kontroli stwierdziła już ponad 1300 naruszeń przepisów! Lista zarzutów jest długa: od rażąco niskich wynagrodzeń, przez ogromne braki kadrowe i nadmierne obciążenie obowiązkami, aż po brak polityki antymobbingowej, bezprawne likwidowanie Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych oraz wykorzystywanie monitoringu do wywierania presji i dyscyplinowania pracowników.
Dino urosło na skrajnym wyzysku tysięcy kasjerek, kasjerów i magazynierów, ale unikanie merytorycznej rozmowy przez zarząd może obrócić się przeciwko niemu. Konfederacja Pracy zapowiada, że miasteczko namiotowe to dopiero początek. Już w czerwcu rusza kolejna faza walki: jednoczesne akcje protestacyjne pod wszystkimi centrami logistycznymi Dino w całym kraju, co uderzy bezpośrednio w system dystrybucji towarów. Co więcej, z powodu bezprawnego blokowania przez zarząd dokumentacji niezbędnej do przeprowadzenia referendum, związek rozważa użycie opcji atomowej: przeprowadzenie pierwszego w historii firmy strajku generalnego bez referendum, co w tych okolicznościach dopuszcza prawo.
Aby jednak ten impas został trwale przełamany, a zapowiadane akcje odniosły skutek, kluczem do zwycięstwa jest masowa akcja u podstaw i przeniesienie oporu bezpośrednion w teren. Zapowiadane blokady centrów logistycznych muszą stać się impulsem do budowania silnych, oddolnych struktur i tworzenia tajnych komitetów strajkowych w poszczególnych marketach w całym kraju. Tylko skoordynowany, ogólnopolski opór i masowe zaangażowanie całej załogi zmusi wielki kapitał i właściciela do odwrotu. Żądamy urealnienia płac wobec drożyzny, natychmiastowego ukrócenia wyzysku i pełnego otwarcia ksiąg finansowych spółki – chcemy społecznej kontroli nad zyskami wypracowanymi na naszych kasach!
Masowe zwolnienia na Poczcie
W tym samym czasie państwowi menedżerowie udowadniają, że w niczym nie różnią się od prywatnych wyzyskiwaczy. W Poczcie Polskiej pod płaszczykiem „modernizacji i transformacji” trwa drastyczna likwidacja zatrudnienia, która zmusza już teraz wycieńczonych listonoszy do obsługi podwójnych rejonów za głodowe pensje. Góra związkowa tradycyjnych central kluczy i prowadzi nieskończone dyskusje w gabinetach, podczas gdy jedynym ratunkiem jest natychmiastowe zorganizowanie oddolnego oporu na sortowniach i w urzędach poprzez międzyzakładowe komitety strajkowe.
Tylko w ten sposób załoga może przełamać taktykę zarządu, który próbuje skłócać kurierów z listonoszami i rzucać groszowe ochłapy tylko wybranym grupom, by rozbić jedność pocztowców. Czas na jałowe debaty w kuluarach się skończył. Pracownicy okienek, sortowni i terenu muszą zjednoczyć się w jednym, bezkompromisowym froncie przeciwko rzezi miejsc pracy i wyzyskowi ukrytemu pod korporacyjnymi sloganami.
Likwidacja fabryk AGD i szantaż rynkowy na Śląsku i Podkarpaciu
Przemysł produkcyjny w Polsce zalewa fala bezwzględnej restrukturyzacji. Międzynarodowe koncerny sektora AGD bez mrugnięcia okiem likwidują linie produkcyjne i zamykają całe fabryki, rzekomo przez „wysokie koszty energii”. To bezczelne kłamstwo korporacji, które przez lata wysysały zyski z polskich montowni dzięki taniej sile roboczej, a teraz uciekają na jeszcze tańsze rynki, zostawiając całe regiony z widmem strukturalnego bezrobocia. Prawicowi populiści karmią ludzi strachem przed ekologią, a liberalny rząd bezradnie rozkłada ręce, podczas gdy koszty transformacji energetycznej pokryją robotnicy utratą miejsc pracy.
Na Śląsku zarząd Jastrzębskiej Spółki Węglowej (JSW) również straszy „trudną sytuacją na rynku”, by zamrozić płace, choć wcześniej miliony szły na premie dla Rady Nadzorczej. Z kolei na Podkarpaciu, w reklamowanej jako sukces „Dolinie Lotniczej”, zagraniczne koncerny zbrojeniowe szantażują załogi przeniesieniem produkcji, gdy te domagają się urealnienia pensji wobec drożyzny. We wszystkich tych zakładach robotnicy muszą wyjść z defensywy – żądamy wglądu w realne transfery finansowe spółek-matek przed demokratycznie wybranymi przedstawicielami załóg. Jeśli koncerny chcą wywozić maszyny, robotnicy powinni rozważyć najostrzejsze środki, w tym strajki okupacyjne.
Protesty studenckie przeciwko komercjalizacji stołówek w Warszawie i Krakowie
Na polskich uniwersytetach wybuchają protesty studenckie wywołane brakiem dostępu do tanich, publicznych posiłków. Środowiska studenckie skupione wokół Inicjatywy Pracowniczej na Uniwersytecie Warszawskim są oburzone po niedawnym otwarciu „BUWBAR-u” w gmachu Biblioteki Uniwersyteckiej. Władze uczelni, zamiast taniej, dotowanej stołówki, o którą od dawna zabiegają studenci, oddały tę przestrzeń prywatnemu podmiotowi, który stworzył tam komercyjny food hall „premium” z kioskami ze street foodem. Dla wielu studiujących tam osób ceny są barierą nie do przejścia.
Z tym samym problemem prywatyzacji zaplecza socjalnego walczą obecnie struktury młodzieżowe Inicjatywy Pracowniczej na Uniwersytecie Jagiellońskim. Krakowska uczelnia, kształcąca ok. 35 tysięcy osób, nie prowadzi dziś ani jednej publicznej, taniej stołówki, woląc oddawać przestrzenie prywatnym najemcom, co skazuje uboższych studentów na drożyznę.
Komercjalizacja uniwersyteckich stołówek nie dzieje się w próżni – to bezpośredni rezultat głodowych dotacji państwowych oraz postępującego procesu urynkowienia całego szkolnictwa wyższego. Przejawem tego był również zorganizowany w tym tygodniu protest pracowników naukowych i akademickich pod Sejmem. Manifestujący pod hasłem „3% dla nauki” głośno sprzeciwiali się wieloletniemu niedofinansowaniu uniwersytetów przez państwo. Władze uniwersyteckie, zamiast walczyć o publiczne fundusze, wolą przerzucać koszty tych budżetowych cięć na pracowników i studentów – poprzez cięcia etatów, outsourcing usług oraz rynkową eksploatację infrastruktury publicznej.
Sukces tych kampanii i oporu wobec rynkowej polityki rektoratów zależy jednak od tego, czy protesty zdołają zaangażować szerokie rzesze studentów oraz stworzyć reprezentatywne, demokratyczne struktury typu rank-and-file, zdolne do organizowania i koordynowania masowego ruchu studenckiego. Niezbędne jest również budowanie realnej solidarności między studentami a pracownikami uniwersytetów i ich związkami zawodowymi. Tylko wspólny front całej społeczności akademickiej może zatrzymać transformację wyższych uczelni w nastawione na zysk korporacje.
Budujmy wspólny front walki!
Wyzysk w markecie Dino, na poczcie, w fabryce AGD, kopalni czy na uniwersytecie ma to samo źródło: bezwzględną pogoń systemu kapitalistycznego za zyskiem kosztem człowieka. Jeśli pozwolimy, by prezesi Dino łamali prawo do strajku za pomocą RODO, jutro ten sam mechanizm uderzy w listonoszy i górników. Dlatego nasza walka nie może być rozproszona. Wzywamy do pełnej, czynnej solidarności między branżami, do organizowania się w związki zawodowe w każdym miejscu pracy i budowania oddolnych struktur, które przejmą kontrolę nad protestami. Koszty kryzysu i chciwości prezesów muszą pokryć bogaci, a nie klasa pracownicza!
Dołącz do nas, organizuj się i walcz o swoje prawa!
